Jedzenie w PRL nie było tylko kartkami i pustymi półkami. Tak naprawdę wyglądała codzienna kuchnia tamtych czasów

Jedzenie w PRL kojarzy się dziś z octem na półkach, kolejkami i zdobywaniem produktów „po znajomości”. To prawda, ale tylko część obrazu. Codzienna kuchnia tamtych czasów była mieszanką pomysłowości, niedoborów, domowego kombinowania i smaków, które dla wielu osób do dziś są mocnym wspomnieniem dzieciństwa.

Dlaczego jedzenie w PRL wyglądało inaczej niż dziś

Kuchnia PRL-u nie była kuchnią wyboru, tylko kuchnią możliwości. Dziś wiele osób zaczyna gotowanie od pytania: „na co mam ochotę?”. Wtedy częściej pytano: „co udało się kupić?”.

Sklepy nie działały jak współczesne supermarkety. Brakowało mięsa, wędlin, masła, cukru, kawy, czekolady, owoców cytrusowych i wielu produktów, które dziś są dostępne przez cały rok. Gdy coś „rzucili do sklepu”, ludzie ustawiali się w kolejce, często nie mając pewności, co dokładnie uda się zdobyć.

To mocno wpływało na sposób gotowania. Dania musiały być proste, sycące i możliwe do przygotowania z tanich składników. W kuchni liczyło się wykorzystanie wszystkiego: ziemniaków, kaszy, mąki, kapusty, jajek, twarogu, podrobów i resztek z poprzedniego dnia.

Najczęściej jadano produkty, które były dostępne, tanie albo dało się je przechować:

  • ziemniaki,
  • kasze,
  • makarony,
  • kapustę,
  • ogórki kiszone,
  • buraki,
  • marchew,
  • cebulę,
  • jajka,
  • twaróg,
  • śmietanę,
  • konserwy,
  • podroby,
  • zupy,
  • domowe przetwory.

Z dzisiejszej perspektywy może to wyglądać skromnie. Ale właśnie z tej skromności powstała kuchnia, która potrafiła wyżywić rodzinę, nasycić i jeszcze zostawić coś na następny dzień.

Kartki na żywność zmieniły sposób myślenia o jedzeniu

Jednym z najmocniejszych symboli PRL-u były kartki na żywność. Nie oznaczały one, że produkt automatycznie czekał w sklepie. Kartka dawała prawo do zakupu określonej ilości towaru, ale trzeba było jeszcze trafić na dostawę i odstać swoje w kolejce.

To tworzyło zupełnie inny stosunek do jedzenia. Mięso, cukier, masło czy kawa nie były czymś oczywistym. Jeśli udało się je zdobyć, trzeba było dobrze zaplanować, na co zostaną przeznaczone.

Co oznaczało gotowanie „z tego, co jest”

Gdy brakowało mięsa, obiad opierał się na ziemniakach, zupie, jajkach albo daniach mącznych. Gdy brakowało masła, używano margaryny. Gdy brakowało czekolady, robiono blok czekoladowy z mleka w proszku, kakao i herbatników.

Typowa gospodyni nie szukała przepisu idealnego. Szukała zamiennika.

Jeśli w przepisie powinno być mięso, można było użyć mortadeli. Jeśli brakowało szynki, na stole pojawiała się konserwa. Jeśli nie było słodyczy, robiło się domowy kisiel, budyń, ryż z jabłkami albo ciasto z prostych składników.

Właśnie dlatego kuchnia PRL-u była tak mocno związana z zaradnością. Gotowanie często zaczynało się nie od apetytu, ale od przeglądu szafki.

Zupy były podstawą domowego obiadu

W PRL zupa nie była dodatkiem do obiadu. Bardzo często była jego najważniejszą częścią albo całym posiłkiem. Była tania, sycąca, łatwa do odgrzania i pozwalała wykorzystać resztki warzyw, kości, mięsa albo kaszy.

W wielu domach garnek zupy stał na kuchni przez dwa dni. Pierwszego dnia jadło się ją świeżą, drugiego wystarczyło podgrzać i dodać kromkę chleba.

Najpopularniejsze zupy w PRL

Na stołach często pojawiały się:

  • pomidorowa z ryżem albo makaronem,
  • ogórkowa,
  • krupnik,
  • barszcz czerwony,
  • żurek,
  • kapuśniak,
  • grochówka,
  • jarzynowa,
  • zalewajka,
  • rosół na niedzielę,
  • zupa mleczna na śniadanie lub kolację.

Pomidorowa była klasykiem, zwłaszcza po niedzielnym rosole. Wystarczyło dodać przecier pomidorowy, śmietanę i ryż albo makaron. To był prosty sposób, żeby z jednego gotowania zrobić dwa obiady.

Krupnik i grochówka dobrze syciły, bo zawierały kaszę albo groch. Kapuśniak wykorzystywał kiszoną kapustę, która była tania, trwała i dostępna. Zupa ogórkowa powstawała z kiszonych ogórków, które wiele rodzin przygotowywało samodzielnie.

Zupy dobrze pokazują logikę tamtych czasów: mało składników, dużo pożytku.

Ziemniaki były królem kuchni PRL

Trudno mówić o jedzeniu w PRL bez ziemniaków. Były tanie, dostępne, sycące i pasowały prawie do wszystkiego. W wielu domach pojawiały się na stole niemal codziennie.

Ziemniaki gotowano, tłuczono, smażono, zapiekano, dodawano do zup i przerabiano na kluski. Jeśli zostały z obiadu, następnego dnia można było zrobić z nich kopytka, placki ziemniaczane albo podsmażyć je na patelni.

Co robiono z ziemniaków

Najczęstsze dania ziemniaczane to:

  • placki ziemniaczane,
  • kopytka,
  • kluski śląskie,
  • pyzy,
  • ziemniaki z zsiadłym mlekiem,
  • ziemniaki z jajkiem sadzonym,
  • ziemniaki z cebulką i skwarkami,
  • zapiekanki z resztek,
  • odsmażane ziemniaki z poprzedniego dnia.

Placki ziemniaczane były szczególnie praktyczne. Wystarczyły ziemniaki, cebula, mąka, jajko i tłuszcz do smażenia. Można było je jeść na słono, ze śmietaną, a w niektórych domach nawet z cukrem.

Ziemniaki dawały poczucie bezpieczeństwa. Gdy w domu były ziemniaki, cebula i trochę tłuszczu, dało się zrobić ciepły posiłek.

Mięso było ważne, ale nie zawsze dostępne

Dziś mięso można kupić niemal w każdym sklepie i w wielu rodzajach. W PRL było inaczej. Mięso często było towarem trudnym do zdobycia, a jego zakup wymagał czasu, cierpliwości i szczęścia.

Dlatego w wielu domach mięso pojawiało się najczęściej w niedzielę albo przy specjalnych okazjach. W tygodniu jadano dania tańsze, mączne, warzywne lub z niewielkim dodatkiem mięsa.

Jak oszczędzano mięso w kuchni

Zamiast dużych porcji mięsa często przygotowywano potrawy, w których niewielka ilość wystarczała dla całej rodziny:

  • mielone kotlety z dodatkiem bułki,
  • bigos z małą ilością kiełbasy,
  • zupy na kościach,
  • sosy z resztek mięsa,
  • zapiekanki z dodatkiem wędliny,
  • gołąbki z ryżem i mięsem,
  • pierogi z mięsem z rosołu.

Popularne były też podroby: wątróbka, żołądki, serca czy flaki. Dziś część osób omija je szerokim łukiem, ale wtedy były tańszą alternatywą dla lepszych kawałków mięsa.

Schabowy miał szczególną pozycję. Był symbolem solidnego obiadu, zwłaszcza w zestawie z ziemniakami i kapustą. Nie był jednak codziennością w każdym domu.

Mortadela, konserwy i parówki ratowały niejeden posiłek

Kiedy brakowało dobrych wędlin i mięsa, na stołach pojawiały się produkty, które dziś wielu osobom kojarzą się jednoznacznie z PRL-em. Mortadela, konserwy, mielonka, pasztetowa, parówki i ryby w puszkach potrafiły uratować śniadanie, kolację albo szybki obiad.

Mortadelę często krojono w grube plastry, panierowano i smażono jak kotlety. To był zamiennik mięsa, tani i prosty w przygotowaniu.

Popularne produkty „awaryjne”

W domach często wykorzystywano:

  • konserwę turystyczną,
  • mielonkę,
  • pasztetową,
  • mortadelę,
  • parówki,
  • paprykarz szczeciński,
  • ryby w puszkach,
  • smalec,
  • salceson,
  • kaszankę.

Paprykarz szczeciński był jednym z najbardziej charakterystycznych produktów. Kanapka z paprykarzem, ogórkiem kiszonym i herbatą potrafiła być normalnym posiłkiem.

Konserwy miały tę zaletę, że można było je przechowywać dłużej. W czasach nieregularnych dostaw to miało ogromne znaczenie.

Kanapki w PRL były proste, ale konkretne

Dzisiejsze kanapki bywają pełne dodatków: rukola, pesto, sery dojrzewające, hummus, awokado, suszone pomidory. W PRL kanapka miała być przede wszystkim sycąca.

Podstawą był chleb. Często smarowany masłem, margaryną, smalcem, pastą jajeczną, pasztetową albo twarogiem. Do tego ogórek kiszony, cebula, pomidor w sezonie, plaster wędliny, jeśli akurat była.

Co kładziono na chleb

Najczęstsze dodatki to:

  • pasta jajeczna,
  • twaróg ze szczypiorkiem,
  • smalec ze skwarkami,
  • pasztetowa,
  • mortadela,
  • ser żółty, jeśli był dostępny,
  • dżem,
  • miód,
  • paprykarz,
  • konserwa,
  • ogórek kiszony.

Kanapki były jedzeniem do szkoły, pracy, pociągu i na wycieczkę. Owinięte w papier śniadaniowy miały charakterystyczny zapach, który wiele osób pamięta do dziś.

W prostocie tych kanapek była cała logika tamtych czasów. Miało być tanio, szybko i pożywnie.

Dania mączne zastępowały droższe obiady

Dania mączne były jednym z filarów kuchni PRL. Pozwalały nakarmić rodzinę za niewielkie pieniądze i nie wymagały trudno dostępnych składników. Mąka, ziemniaki, jajka, twaróg, cebula i trochę tłuszczu wystarczały do przygotowania wielu potraw.

W domach często robiono pierogi, naleśniki, kluski, kopytka, racuchy i łazanki. Były sycące i można było je podawać na różne sposoby.

Najczęstsze dania mączne

Do klasyków należały:

  • pierogi ruskie,
  • pierogi z kapustą,
  • pierogi z mięsem,
  • naleśniki z serem,
  • naleśniki z dżemem,
  • kluski leniwe,
  • kopytka,
  • łazanki z kapustą,
  • racuchy,
  • makaron z serem.

Makaron z serem i cukrem dla jednych jest smakiem dzieciństwa, dla innych kulinarnym symbolem biedy. W PRL był po prostu szybkim, tanim i lubianym daniem. Podobnie jak ryż z jabłkami zapiekany z cynamonem.

Dania mączne dobrze znosiły domowe modyfikacje. Jeśli nie było mięsa, pierogi mogły być z ziemniakami. Jeśli brakowało owoców, naleśniki jadło się z twarogiem albo cukrem. Jeśli zostały ziemniaki z obiadu, robiło się kopytka.

Bar mleczny był codzienną stołówką wielu osób

Bary mleczne odegrały w PRL ogromną rolę. Były tanie, szybkie i dostępne dla studentów, pracowników, emerytów oraz osób, które nie chciały lub nie mogły gotować w domu.

Nie były miejscami luksusowymi. Wnętrza bywały proste, obsługa szybka, a menu oparte na tanich daniach. Ale można było zjeść ciepły posiłek za niewielkie pieniądze.

Co jadano w barach mlecznych

W menu często pojawiały się:

  • pierogi,
  • naleśniki,
  • zupy,
  • kopytka,
  • leniwe,
  • placki ziemniaczane,
  • jajko sadzone z ziemniakami,
  • makaron z serem,
  • kasza z sosem,
  • kompot,
  • mleko,
  • kefir.

Bary mleczne były praktyczne, bo odpowiadały na realny problem: nie każdy miał czas, pieniądze lub warunki, żeby codziennie gotować pełny obiad.

Ich kuchnia była prosta, ale właśnie dlatego zapisała się w pamięci. Do dziś wiele osób szuka w barach mlecznych smaków, których nie da się odtwórzyć w restauracji z modnym menu.

Domowe przetwory były obowiązkowe, nie modne

Dziś robienie przetworów często kojarzy się z powrotem do natury, slow food i świadomym stylem życia. W PRL było przede wszystkim koniecznością. Sezonowe owoce i warzywa trzeba było wykorzystać wtedy, gdy były dostępne.

Piwnice i spiżarnie pełne słoików dawały rodzinie zapas na zimę. Ogórki kiszone, kapusta, kompoty, dżemy, soki, przeciery i marynowane grzyby były częścią domowego systemu bezpieczeństwa.

Co najczęściej trafiało do słoików

W domach przygotowywano:

  • ogórki kiszone,
  • ogórki konserwowe,
  • kapustę kiszoną,
  • kompoty z wiśni, śliwek i jabłek,
  • dżemy,
  • powidła,
  • przeciery pomidorowe,
  • marynowane grzyby,
  • buraczki,
  • sałatki warzywne.

Słoiki miały wartość większą niż sam produkt. Oznaczały zaradność, zapas i niezależność od sklepu. Gdy zimą brakowało świeżych warzyw, kiszonki i przetwory ratowały smak obiadu.

W wielu domach robienie przetworów było całym rytuałem. Mycie słoików, gotowanie owoców, pasteryzowanie, wynoszenie do piwnicy. To była praca, ale też sposób na przetrwanie sezonów niedoboru.

Słodycze w PRL smakowały inaczej, bo były trudniej dostępne

Słodycze nie były tak powszechne jak dziś. Czekolada, dobre cukierki czy cytrusy miały status czegoś wyjątkowego. Dzieci czekały na paczki świąteczne, wyjazdy rodziny z zagranicy albo moment, gdy w sklepie pojawiło się coś atrakcyjnego.

Dlatego dużą rolę odgrywały domowe słodkości. Robiono je z tego, co było dostępne.

Domowe desery z PRL

Popularne były:

  • blok czekoladowy,
  • kogel-mogel,
  • ryż z jabłkami,
  • kisiel,
  • budyń,
  • galaretka,
  • wafle przekładane masą,
  • ciasto drożdżowe,
  • szarlotka,
  • murzynek,
  • naleśniki na słodko.

Blok czekoladowy jest jednym z najlepszych przykładów kuchni niedoboru. Zamiast prawdziwej czekolady używano kakao, mleka w proszku, margaryny, cukru i pokruszonych herbatników. Efekt był ciężki, słodki i bardzo charakterystyczny.

Kogel-mogel, czyli żółtka ucierane z cukrem, był prostym deserem robionym w kilka minut. Dziś budzi mieszane reakcje, ale dla wielu osób jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych smaków dzieciństwa.

Pomarańcze i banany były symbolem świąt

Owoce egzotyczne miały w PRL zupełnie inny status niż dziś. Pomarańcze, mandarynki i banany nie były codziennym produktem z koszyka. Kojarzyły się ze świętami, paczkami, prezentami i wyjątkową okazją.

Zapach pomarańczy w grudniu był dla wielu rodzin częścią atmosfery Bożego Narodzenia. Nie chodziło tylko o smak. Chodziło o rzadkość.

Dlaczego cytrusy robiły takie wrażenie

W czasach ograniczonego dostępu do produktów zagranicznych cytrusy były namiastką innego świata. Kolorowe, pachnące, słodkie i inne niż jabłka czy śliwki dostępne na co dzień.

Dzieci często dostawały pomarańcze w paczkach świątecznych. Banany dojrzewały zawinięte w papier, a ich pojawienie się w domu było wydarzeniem.

Dziś trudno to zrozumieć, bo owoce egzotyczne są dostępne przez cały rok. W PRL właśnie ich niedostępność budowała emocje.

Napoje: herbata, kawa zbożowa, oranżada i kompot

W PRL piło się inaczej niż dziś. Nie było takiego wyboru soków, napojów gazowanych, kaw smakowych i wód butelkowanych. W wielu domach podstawą była herbata, kawa zbożowa, mleko, kefir, kompot i woda z kranu.

Kawa naturalna bywała trudno dostępna, dlatego popularna była kawa zbożowa. Dzieci często piły ją z mlekiem. Kompot z obiadu był normalnym elementem posiłku, a nie dodatkiem retro.

Co piło się na co dzień

Najczęstsze napoje to:

  • herbata,
  • kawa zbożowa,
  • kompot,
  • mleko,
  • kefir,
  • maślanka,
  • oranżada,
  • woda z sokiem,
  • syfon z wodą gazowaną,
  • napoje z saturatora.

Oranżada w szklanej butelce i woda z saturatora to jedne z najbardziej charakterystycznych wspomnień ulicznego PRL-u. Dla wielu osób smak oranżady nie był doskonały, ale miał w sobie coś wyjątkowego, bo nie był dostępny w takiej różnorodności jak dzisiejsze napoje.

Kompot natomiast był domowym standardem. Gotowany z jabłek, śliwek, wiśni albo suszu pasował do obiadu i pozwalał wykorzystać owoce.

Jedzenie na święta było bardziej wyczekiwane niż dziś

Święta w PRL miały mocny kulinarny ciężar, bo wiele produktów pojawiało się na stole tylko przy wyjątkowych okazjach. Przygotowania zaczynały się dużo wcześniej. Trzeba było zdobyć mięso, cukier, bakalie, cytrusy, ryby i składniki do ciast.

Świąteczny stół nie był tylko tradycją. Był efektem planowania, stania w kolejkach, wymiany przysług i oszczędzania zapasów.

Co pojawiało się na świątecznych stołach

W zależności od domu i regionu przygotowywano:

  • karpia,
  • śledzie,
  • barszcz z uszkami,
  • pierogi z kapustą i grzybami,
  • bigos,
  • sałatkę jarzynową,
  • pasztet,
  • pieczone mięsa,
  • sernik,
  • makowiec,
  • piernik,
  • kompot z suszu.

Sałatka jarzynowa była królową stołu. Robiona z ziemniaków, marchewki, pietruszki, jajek, ogórków kiszonych, groszku i majonezu, pojawiała się przy świętach, imieninach i rodzinnych spotkaniach.

Dziś wiele z tych dań nadal jest obecnych, ale wtedy miały większą wagę. Były wyczekiwane, bo codzienność kulinarna była znacznie skromniejsza.

Imprezy domowe i imieniny miały własne menu

W PRL życie towarzyskie często toczyło się w mieszkaniach. Imieniny, urodziny, prywatki i rodzinne spotkania miały swoje stałe zestawy dań. Stół musiał być pełny, nawet jeśli przygotowanie wymagało kombinowania.

Nie liczyła się elegancja w dzisiejszym stylu. Liczyło się, żeby gość miał co zjeść.

Klasyki domowych spotkań

Na imprezach często pojawiały się:

  • sałatka jarzynowa,
  • jajka w majonezie,
  • śledzie,
  • zimne nóżki,
  • koreczki,
  • kanapki,
  • galaretki mięsne,
  • bigos,
  • wędliny,
  • ogórki kiszone,
  • ciasto domowe.

Jajka w majonezie były proste, tanie i efektowne. Koreczki z serem, ogórkiem i kawałkiem wędliny pozwalały stworzyć coś „odświętnego” z niewielu składników. Bigos można było przygotować wcześniej i odgrzewać.

Imprezowe jedzenie w PRL było praktyczne. Miało stać na stole, dać się podjadać przez kilka godzin i nie wymagać skomplikowanej obsługi.

Smaki dzieciństwa: proste rzeczy, które zostały w pamięci

Dla wielu osób jedzenie w PRL to nie tylko niedobory, ale też bardzo konkretne wspomnienia. Chleb z masłem i cukrem. Makaron z serem. Ryż z jabłkami. Kogel-mogel. Ciepła zupa mleczna. Bułka z pieczarkami. Wata cukrowa na festynie. Oranżada z butelki.

Te smaki nie zawsze były wybitne kulinarnie. Ale były związane z miejscem, czasem i emocjami.

Dlaczego proste jedzenie tak mocno się pamięta

Smak działa inaczej niż zwykłe wspomnienie. Potrafi natychmiast przenieść człowieka do kuchni babci, szkolnej stołówki albo mieszkania z meblościanką. Nawet jeśli obiektywnie danie było bardzo proste, w pamięci może mieć ogromną wartość.

Właśnie dlatego kuchnia PRL wraca dziś w barach mlecznych, domowych przepisach i sentymentalnych rozmowach. Ludzie nie tęsknią za brakami w sklepach. Tęsknią za smakami, które kojarzą się z dzieciństwem, rodziną i prostszym rytmem życia.

Stołówki szkolne i zakładowe karmiły masowo

Jedzenie w PRL to także stołówki. Szkolne, pracownicze, zakładowe, akademickie. Dla wielu osób były codziennym miejscem obiadu.

Menu było proste i powtarzalne. Zupa, drugie danie, kompot. Czasem kotlet mielony, czasem kasza z sosem, czasem ryba, naleśniki, pierogi albo makaron. Jakość bywała różna, ale stołówki pełniły ważną funkcję: zapewniały tani, ciepły posiłek.

Typowy obiad stołówkowy

Na talerzu często lądowały:

  • zupa pomidorowa,
  • krupnik,
  • kotlet mielony,
  • ziemniaki,
  • surówka z marchewki,
  • buraczki,
  • kasza z sosem,
  • ryba panierowana,
  • naleśniki,
  • kompot.

Stołówkowy smak miał swoje cechy: dużo sosu, proste przyprawy, rozgotowane warzywa, kompot w szklance i zapach gotowanej kapusty albo zupy unoszący się na korytarzu.

Nie zawsze było to jedzenie idealne, ale było częścią codzienności milionów ludzi.

Kuchnia PRL uczyła niemarnowania jedzenia

Jednym z najważniejszych elementów tamtej kuchni było wykorzystywanie resztek. Dziś mówi się o tym jako o trendzie zero waste. W PRL było to codzienną koniecznością.

Ziemniaki z obiadu stawały się kopytkami. Mięso z rosołu trafiało do pierogów albo pasztetu. Czerstwy chleb można było usmażyć w jajku. Warzywa z bulionu przerabiano na sałatkę jarzynową. Resztki wędliny lądowały w zapiekance.

Co robiono z resztek

Typowe przykłady to:

  • chleb smażony w jajku,
  • kopytka z ziemniaków,
  • farsz do pierogów z mięsa rosołowego,
  • sałatka z gotowanych warzyw,
  • zapiekanki z makaronu,
  • bigos z dodatkiem resztek wędlin,
  • zupa z warzyw, które zostały w kuchni.

Ta oszczędność nie wynikała z mody, tylko z realiów. Jedzenia nie wyrzucało się lekko, bo zdobycie go wymagało wysiłku.

To jedna z lekcji PRL-u, która dziś znów ma sens. Nie z powodu pustych półek, ale z powodu rozsądku.

Czego dziś nie widać w opowieściach o jedzeniu w PRL

Wspomnienia o kuchni PRL często idą w dwie skrajności. Jedni idealizują tamte smaki, inni sprowadzają wszystko do biedy, octu i pustych sklepów. Prawda jest bardziej złożona.

Było dużo niedoborów, nerwów, kolejek i produktów słabej jakości. Ale była też ogromna domowa zaradność. Ludzie potrafili przygotować obiad z kilku składników, zrobić słodycze bez czekolady, święta bez pełnych półek i imprezę z prostych produktów.

Kuchnia PRL była ograniczona, ale nie była pozbawiona smaku. Jej siła leżała w tym, że działała mimo przeszkód.

Co naprawdę jadano w PRL

Codzienne jedzenie w PRL było proste, sycące i mocno zależne od dostępności produktów. Na stołach królowały zupy, ziemniaki, kasze, dania mączne, kapusta, ogórki kiszone, twaróg, jajka, konserwy i domowe przetwory. Mięso było ważne, ale nie zawsze dostępne. Słodycze i owoce egzotyczne miały smak wyjątkowej okazji.

Największa różnica między tamtą kuchnią a dzisiejszą nie polega tylko na produktach. Polega na podejściu. Dziś wybieramy spośród nadmiaru. Wtedy gotowano z ograniczeń.

I właśnie dlatego jedzenie w PRL tak mocno zapisało się w pamięci. Nie było perfekcyjne, ale było zaradne, domowe i związane z konkretnymi historiami. Czasem smakowało biedą, czasem świętem, a czasem zwykłym obiadem, który trzeba było zrobić z tego, co akurat udało się przynieść do domu.

Udostępnij ten artykuł

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *